Główna
Lekcje
O nas
Ciekawostki
Galeria
Hydepark
Subskrybcja
Linki
Kontakt
 
     
 

 

 

Buenos Aires X - XI 2008

Strona główna
 

 
 

Podróż


Do Buenos Aires zdecydowaliśmy się pojechać na 5 tygodni, na początku października. Bilety kupiliśmy poprzez portal Flysiesta, jakieś pół roku wcześniej dzięki czemu kosztowały ok. 3500 zł. Niestety, był to lot z dwoma przesiadkami i w międzyczasie godziny odlotów ulegały ciągłym modyfikacjom, dany lot to pojawiał się to znikał z rozpiski... Rola pani we Flysiesta ograniczała się wyłącznie do informowania nas o zmianach i podawania numeru telefonu do linii lotniczych np. w Brazylii żebyśmy sobie załatwili zmianę rezerwacji we własnym zakresie. Koniec końców, udało się nam wszystko dograć choć kosztowało nas to trochę nerwów.

Lecieliśmy z przesiadką we Frankfurcie i Sao Paolo, w jedną stronę 24 godziny a z powrotem 36 godzin. Podróż przebiegła bez większych niespodzianek, prócz tego że w ostatniej chwili odwołali pociąg do Balic i musieliśmy brać taksówkę, z powrotem natomiast z powodu mgły wylądowaliśmy w Katowicach zamiast w Krakowie.
W Brazylii czy to na lotnisku czy w Iguazu warto zrobić zakupy w sklepie wolnocłowym, z tym że nabytek lepiej wsadzić do bagażu głównego gdyż w przeciwnym wypadku może zostać odebrany we Frankfurcie (nie dokarmiać celników !!!)

Różnica czasu między Polską a Argentyną wynosi 3-5 godzin w zależności od pory roku i przestawienie się może zająć dobre pare dni...

Mieszkanie

Wynajęliśmy taki apartament w dzielnicy San Telmo. Okazał się całkiem zacisznym, położonym w głębi patio mieszkankiem; nawet udało się nam zorganizować w nim parę metrów do poćwiczenia. Na parterze była co prawda sala gimnastyczna ale nie udało się nam do niej dobrać; za to regularnie dwa razy w tygodniu w ramach treningu osobowości z sali wydobywały się potępieńcze wycia uczestników połączone z bardzo głośną muzyką... Z trudem się powstrzymaliśmy by nie powrzucać im parę karaluchów - gigantów, które radośnie biegały po naszej podłodze. Ponadto, zaprzyjaźniona kicia właścicieli w ramach utrzymywania bliskich stosunków urządziła sobie toaletę w kwietniku tuż przed naszymi drzwiami. Zastanawiało nas tylko na jaką porę roku jest przeznaczone to mieszkanie - zimno potęgowały centymetrowe szpary w oknach, jak mocniej lało to z sufitu kapało zaś w czasie upału mieszkanie nagrzewało się jak piekarnik...
Wskazówka dla amatorów tańczenia w wynajętym mieszkaniu - warto mieć ze sobą wosk do włosów, który oprócz właściwego zastosowania stępia za śliskie buty i znakomicie maskuje destrukcyjną działalność względem parkietu!
Koszt wynajęcia mieszkania na miesiąc to minimum 650 usd. Jako dodatek do mieszkania dostaje się telefon komórkowy co się przydaje gdyż polski telefon może tu nie działać!

Język

Przed wyjazdem koniecznie opanujcie hiszpański, a najlepiej odmianę używaną w Argentynie! Wielu bardzo znanych nauczycieli w ogóle nie mówi po angielsku lub ogranicza swą znajomość do zupełnych podstaw. Poza tym, grupowe lekcje tanga są w castellano a na angielski są tłumaczone w najlepszym wypadku w 30% i to nawet np. w Escuela Argentina de Tango - szkole nastawionej typowo na turystów.

My rozpoczęliśmy naukę hiszpańskiego jakieś 10 miesięcy przed wyjazdem - naprzód samodzielnie (polecamy program "No hay problema!") a następnie wzięliśmy prywatne konwersacje z Argentynką a potem z Peruwianką (15-45 zł za godzinę dla 2 osób). Wystarczyło to na tyle, żeby móc się porozumieć na co dzień a nawet brać prywatne lekcje tanga bez potrzeby tłumaczenia, z tym że naukę trochę nam ułatwiła (a trochę utrudniła) znajomość włoskiego i francuskiego.

Odmiana hiszpańskiego używana w Argentynie różni się od klasycznego hiszpańskiego - jest inny akcent, "ll" i "y" nie wymawia się "j" ale "ź" lub "sz". Zamiast form "tu" i "vosotros" używa się odpowiednio "vos" i "ustedes". Ponadto, w użyciu są inne słowa i np. bardzo popularne w hiszpańskim "coger" (brać) jest tu słowem wulgarnym. Zdarzały się nam sytuacje gdzie mówiąc z akcentem hiszpańskim nie byliśmy rozumiani, ale ogólnie to się dogadywaliśmy :)

Lekcje

Wybór nauczycieli tanga w Buenos Aires jest ogromny, problem jest tylko taki że tych bardziej znanych o wiele łatwiej zastać w Europie niż na miejscu. Oczywiście mniej znane pary też często okazują się bardzo dobrymi nauczycielami, jednak zanim uda się nam takich znaleźć może okazać się że dana para wyjeżdża lub my musimy już wracać do Polski... Poza tym, kupując bilet parę miesięcy wcześniej tak naprawdę jedzie się w ciemno i może się okazać że para, do której chcieliśmy iść w Buenos właśnie siedzi w Polsce...

Lekcje grupowe są bardzo tanie - 10-25 pesos i często w cenie zawarty jest wstęp na milongę. I tak np. za 25 pesos mamy 2-godzinną lekcję z Balmacedą + milongę z koncertem Color Tango + pokaz ww. pary. (1 peso = 0,8 - 1 pln)

Lekcje grupowe są najczęściej organizowane na poziomie "dla wszystkich" oraz średnio/zaawansowani. Często też nie ma określonego poziomu i dowiadujemy się o tym dopiero na lekcji a wtedy może być już za późno na zmianę decyzji... Co do wyboru poziomu lekcji to proponujemy chodzić na niższy niż nam się wydaje - po pierwsze będziemy mogli w spokoju skupić się nad techniką zamiast nad krokami a po drugie nauczyciele często (nie tylko w Buenos) podchodzą najwięcej do najlepszych par na grupie. Poza tym, zaawansowane pary w Buenos prezentują zupełnie inny poziom niż takowe w Europie...

Lekcje prywatne dla turystów u znanych nauczycieli kosztują od 120 do nawet 450 pesos. Najlepiej umówić się na nie jeszcze przed wyjazdem żeby uniknąć niespodzianek cenowych. Na miejscu przytrafiło się nam dwa razy, że krzyknięto nam taką samą stawkę jak w Europie, a co lepsze w jednym przypadku wyszło nam z przelicznika walutowego, że dużo taniej by wyszło na naszym kontynencie! Ogólnie to na lekcjach prywatnych nie ma takiego przebicia cenowego jak na grupowych, jest jakieś 20-30% taniej niż u nas. Weźcie też pod uwagę, że branie pojedynczej lekcji u danego nauczyciela może nie dać dużo, chyba że chodzicie jeszcze na lekcje grupowe. Warto też zorganizować sobie jakieś miejsce do ćwiczenia po lekcjach, najlepiej w wynajętej sali (16 pesos/godzina) ewentualnie w domu.
Wybierając nauczyciela dobrze jest sugerować się nie tylko stylem danej pary ale także opiniami innych gdyż może się okazać że bajecznie tańcząca para jako nauczyciele są dość słabi... Poza tym, dobrą wskazówką jest też to kto chodzi na lekcje grupowe do danej pary - czy sami turyści czy też Argentyńczycy.

Ze wszystkich lekcji tango salon na jakiś byliśmy możemy polecić następujących nauczycieli:

Sebastian Achaval & Roxana Suarez - www.roxanaysebastian.com
U tej pary mieliśmy kilkanaście godzin prywatnych lekcji i pewnie byśmy wzięli więcej gdyby nie to, że w BA siedzieli bardzo krótko. Jeżeli ktoś ma ochotę na na porządny wycisk z techniki i muzykalności oraz dużo ćwiczeń po przystępnej cenie to z pewnością będzie zadowolony z lekcji u tej pary. Lekcji grupowych niestety w czasie naszego pobytu nie było.

Julio Balmaceda & Corina de la Rosa - www.julioycorina.com.ar
Są to bardzo popularni nauczyciela w BA i jeżeli chcecie wymiatać na milongach jak młodzi Argentyńczycy to koniecznie idźcie do nich na lekcje! Z tym, że na lekcjach grupowych w Salon Canning jest zwykle ponad 30 par i warunki są naprawdę "bojowe" z powodu tłoku. Dopchać się do nauczycieli jest bardzo trudno, a jeżeli się to uda to macie dla siebie jakieś 30 sekund. Prościej jest spytać się obecnych na lekcji asystentów. Parom mniej zaawansowanym polecamy praktykę przed lekcjami z Rodrigo i Agustiną.

Diego Escobar & Angi Staudinger www.diegoyangitango.blogspot.com
Para warta polecenia dla tych którzy mają dość skomplikowanych sekwencji, jakie bardzo często można spotkać na lekcjach w Buenos i chcą się nauczyć czegoś "normalnego" co można tańczyć na milondze.

Carolina Bonaventura & Francisco Forquera - Mariposita - www.mariposita.com.ar
Znakomite lekcje techniki u Caroliny, zwłaszcza dla partnerek chcących poprawić równowagę i zwroty. Technika dla mężczyzn jest dość wyczynowa :) Na lekcjach grupowych są pokazywane sekwencje ale nauczyciele bardzo chętnie podchodzą do uczniów i udzielają celnych wskazówek.

Aurora Lubiz - Escuela Argentina de Tango - www.eatango.org
Lekcje techniki dla partnerek lubiących ozdobniki, z tym że nie oczekujcie że nauczycie się zbyt dużo na jednej lekcji...

Naszym zdaniem najlepiej wybrać jednego nauczyciela i chodzić przede wszystkim do niego i dla uzupełnienie chodzić jeszcze do kilku innych. Lepiej też nie mieszać styli :)


Milongi

   



Milong w Buenos jest zatrzęsienie i na początku ma się duży dylemat gdzie iść. Wstęp: 10 - 25 pesos.

Poziom tańczących jest bardzo różny, zwłaszcza wśród starszego pokolenia, młodzi zdecydowanie prezentują wyższy poziom techniczny (w każdym razie tak było na milongach na których byliśmy). Trochę uproszczając można powiedzieć że starsi tańczą milonguero a młodzi dynamiczny salon w trzymaniu zamkniętym. Nuevo tylko raz widzieliśmy gdzieś o czwartej nad ranem w Salon Canning... Milongi są zwykle bardzo zatłoczone, zwłaszcza w weekendy. Taniec tutaj wygląda zupełnie inaczej niż u nas - nikt nie goni po parkiecie, nie macha nogami (wysokie boleo widzi się najwyżej u turystek), nie mówiąc o innych figurach żywcem ze sceny. Tańczy się przede wszystkim dla przyjemności bycia z drugą osobą a nie popisywania przed innymi. Widzieliśmy nawet przypadek, że na milondze tańczył niewidomy i to bez żadnej kolizji z innymi parami! Jeżeli ktoś ma ochotę poszaleć to może to zrobić na praktyce, na milondze trzeba mocno ograniczać figury a przede wszystkim tempo tańczenia. Wpadanie i potrącanie innych jest tu niemile widziane i grozi komentarzem pod adresem delikwenta, potrącając zaś po raz trzeci El Flaco można wręcz zaliczyć kopa w zadek!

Na większości milong jest podział na strefę damską, męską i dla par, pań jest zdecydowanie więcej niż panów. Podstawową sposobem proszenia partnera/ki jest cabeceo czyli proszenie wzrokiem. Umiejętność tą radzimy opanować PRZED wyjazdem do Buenos. Bez tego partnerka może przesiedzieć całą milongę, w najlepszym razie tańcząc z delikatnie mówiąc "mniej zaawansowanymi" partnerami. Partner z kolei, prosząc poprzez "desant" najczęściej spotka się z odmową, chyba że trafi na jakąś zdesperowana turystkę. Czasem zdarza się co prawda jakiś niecierpliwy młody Argentyńczyk, który ucieknie się do desantu ale potraktujcie to jako wyjątek od reguły :)

Przy okazji chcieliśmy obalić jeden mit - nie ma większego wpływu czy usiądziecie jako para czy osobno na to czy panie będą proszone przez innych partnerów. Na większość milong wchodziliśmy i siedzieliśmy razem i tak samo często tańczyłam jak kiedy siedziałam sama. Szkopuł polega na tym, że goście często są usadzani przy stolikach przez organizatorów i jako para możecie dostać takie miejsce, że faktycznie będziecie mogli tańczyć tylko ze sobą. Konkretnie wskazówki co i jak są przy każdej z milong. Aby mieć dobre miejsce przy stoliku tuż przy parkiecie najlepiej je zarezerwować telefonicznie wcześniej; my oczywiście tego nie robiliśmy, zwykle w ostatniej chwili decydując co robimy z danym wieczorem.

Jeżeli chodzi o strój to starsze pokolenie ubiera się bardzo elegancko podczas gdy młodsze często nosi się dosyć na luzie (podkoszulek + bojówki). Z tym, że nie dotyczy to kobiet - wszystkie panie bez wyjątku ubierają się ładnie, po kobiecemu, raczej na kolorowo niż na czarno i dość skromnie. Nie widać jakiś wymyślnych kreacji tangowych, nawet na pokazach!

Zanim rzucicie się na dobre w wir milong dobrze jest pochodzić na lekcje grupowe, na których poznacie potencjalnych partnerów/ki. Jeżeli jesteście w parze to nie unikajcie tańczenia ze sobą na milondze - trzeba się zaprezentować przed innymi. Ogólnie to w Buenos można sobie dużo potańczyć, przy dobrym dniu (a raczej nocy) można praktycznie nie schodzić z parkietu przez parę godzin :) Jako ciekawostkę podajemy, że istnieje tu instytucja taxi dancer (www.tangotaxidancers.com) czyli płatnego towarzystwa na milongę, lekcje itp. Z tym że nie jest to zbyt tanie - 25 usd za godzinę plus wstępy i drinki i minimum to 3 godziny.

Po przyjściu na milongę należy poczekać u wejścia aż pojawi się organizator i zaprowadzi was do stolika, razem lub osobno, zgodnie z waszymi preferencjami. Charakterystyczna cecha tylko dla Buenos- po każdym tangu w tandzie WSZYSCY stoją i przez chwilę rozmawiają ze sobą zanim zaczną kolejne tango. Nagłośnienie zwykle jest umieszczane nad parkietem toteż muzykę słychać dobrze na parkiecie i nie przeszkadza w konwersacji przy stolikach (o ile mamy z kim).
Nie bądźcie zbyt zaskoczeni gdy na milondze zauważycie prawie na każdym stoliku "szampana" w kubełku z lodem - zapewne będzie to piwo Stella Artois :) I uwaga - gdy zamówicie dwa duże piwa dostaniecie 2 litry i to zapewne akurat wystarczy na przetańczenie kilku godzin ;)

Adresy i godziny milong najlepiej szukać w aktualnych gazetach tangowych (dostępne w szkołach tanga, sklepach itp). Trochę informacji o tym co się aktualnie dzieje w Buenos jest na stronie www.2xtango.com z tym że często w internecie wiadomości są nieaktualne.


Salon Canning - www.parakultural.com.ar
W tygodniu można tu spotkać dużo młodych Argentynczyków, często są jakieś pokazy lub muzyka na żywo. W weekend góruje starsze pokolenie; tłok potrafi być tutaj niewiarygodny - jeszcze nigdy nie tańczyliśmy w tak dużym zagęszczeniu! Samo dostanie się na parkiet jest już nie lada wyzwaniem (najlepiej ustawić się w kolejce do wejścia na parkiet w rogu sali). Tańczenie w takich warunkach polega głównie na bardzo powolnym snuciu się w tempie 2 metrów na jedno tango, a zwłaszcza na zewnętrznym pierścieniu. W Salon Canning wręcz wskazane jest usiąść w parze - nie ma podziału na strefę damską i męską, większość osób przychodzi tutaj grupami i single mogą się poczuć niekomfortowo.

El Beso
Nasza ulubiona milonga :) Lepiej usiądźcie osobno- pary sadzane są tutaj w ostatnim rzędzie tak że szanse na tańczenie z innymi są równe zeru. Jeżeli dostaniecie kiepskie miejsce (czy jako para czy single) ratunkiem może być przeniesienie się w okolice baru i sukces na milondze gwarantowany!

Cto Region Leonesa (Nino Bien)
Bardzo duża milonga, w sobotę na oko na sali było jakieś 400-500 osób. Najlepiej zarezerwować tutaj stolik tak aby siedzieć w pierwszych rzędach. Jeżeli nie macie stolika to musicie zdecydować sami co lepiej - siedzieć ściśniętym w dalszych rzędach w strefie singli czy luźniej w sferze parek ale prostopadle do strefy proszenia. Często w ramach przerywnika tańczy się tutaj cumbię.

Confitería Ideal
Poszliśmy tam na milongę dzienną, jak się okazało średnia wieku była około 60-tki przez co byliśmy tam zdecydowanie najmłodszymi gośćmi... Z pewnością warto tam choćby zajrzeć; spokojnie możecie usiąść jako para.

Lo de Celia
Podobna sytuacja pod wzgledem wieku jak w Confiteria Ideal :) Jak się zdecydujecie żeby tam iść to lepiej usiąść osobno.

Plaza Bohemia
Jak na Buenos jest to niewielka milonga, z bardzo miłą, wręcz domową atmosferą - milongę prowadzi miła pani którą od razu określiliśmy mianem cioci :). W tygodniu jest tu niewiele par za to jest to bardzo popularna milonga sobotnia. Parka może tu siedzieć razem lub osobno, wedle uznania. Uwaga! W środę jest to milonga dla gejów.

Jeżeli chodzi o oświetlenie na milongach to jest jasno lub bardzo jasno - powyższy film dość wiernie to pokazuje.

Buty  

Buty kosztują tutaj 250 - 400 pesos.
Z męskich butów możemy polecić Lolo Gerard (chyba najwygodniejsze, wzory raczej klasyczne) oraz TangoLeike (ciekawe wzornictwo i dość wygodne).

Z damskich natomiast najładniejsze wzory mają w Comme il Faut oraz Neo Tango. W CIF obsługa jest zupełnie przyzwoita i jak najbardziej anglojęzyczna. Nie ma wystawy butów ani katalogu, pani przynosi pudełka w naszym rozmiarze tak więc warto wcześniej przeglądnąć zdjęcia w internecie i się zastanowić jakie kolory i modele się nam podobają. Z tym że trzeba uwzględnić że wiele modeli jest w jednym, góra dwóch rozmiarach i to niekoniecznie naszych. Jeżeli za pierwszym podejściem nie za bardzo możecie coś wybrać to nie kupujcie na siłę, być może za drugim podejściem przyniosą wam takie buty że z trudem będziecie się opanowywać żeby nie kupić wszystkich :)
Jeżeli chodzi o wygląd i wygodę (miękkie podeszwy!) to najlepsze się okazały buty z Tango Brujo, z tym że oczywiście kolekcja z pasującym na mnie kwadratowym przodem nie zdołała dotrzeć do sklepu w czasie naszego pobytu. Prócz ww. wymienionych sklepów przymierzałam buty jeszcze w kilku innych ale nie byłam w stanie nic dobrać - to były za wąskie, to za szerokie, za długie, za krótkie itp.
Wiele profesjonalistów robi buty na miarę ale podobno najlepszy fachowiec w tej branży jest bardzo zajęty i ma 2-miesięczne terminy tak więc ta opcja raczej odpada.

   



Jeżeli chodzi o ubrania w sklepach tangowych to może się okazać że podobne dostaniecie w sklepiku obok za połowę ceny...

Adresy i linki do sklepów znajdziecie tutaj.


Miasto

   


Miasto ogólnie nie przypadło nam zbytnio do gustu. Panuje duży ruch uliczny, w związku z czym jest bardzo duże zanieczyszczenie powietrza i hałas, szczególnie pod tym względem niekorzystnie wyróżniają się tutejsze autobusy. Poza tangiem nie ma co robić - nie ma za bardzo co zwiedzać, prawie nie ma miejsc, gdzie można by pospacerować czy posiedzieć z dala od ruchu ulicznego. Zamiast tego są "deptaki" gdzie panuje taki ruch jak na dworcu tzn. wszystkim się gdzieś spieszy. Za bardziej turystyczne można uznać Caminito ale jest to bardzo krótka uliczka z zatrzęsieniem restauracji i często w kilku miejscach jednocześnie odbywają się zagłuszające się nawzajem pokazy i koncerty. Parki są mikroskopijne. Dodatkowo, specyficzna aura w październiku - gorące słońce i zimny wiatr powoduje, że przeziębić się tu jest równie łatwo jak wdepnąć w psią kupę... Ponadto, ze względów bezpieczeństwa lepiej unikać wieczornych spacerów, nawet w dzień idąc przez dzielnicę La Boca czuliśmy się trochę nieswojo...


Na ulicy, zwłaszcza w weekend na Plaza Dorego czy Caminito można posłuchać tanga na żywo lub zobaczyć pokaz, z tym że jest to pod turystów; na co dzień znacznie częściej od tanga słyszy się tu hipnotyczny rytm cumbii.
   

 
W dzień najlepiej poruszać się metrem (1 przejazd - 0,90 peso), w nocy zaś taksówka - 30 minut jazdy kosztuje około 20 pesos. Taxi na lotnisko w zależności w którą jedziemy stronę kosztuje 70-90 pesos. Przechodząc przez ulicę trzeba mocno uważać, często nie ma świateł dla pieszych nawet na dużych skrzyżowaniach i pierwszeństwo mają tu samochody.

Jeśli chodzi o jedzenie w knajpach to wcale nie jest tutaj tanie, a z pewnością droższe niż w Krakowie. Najtańszy, jadalny (!) obiad jaki udało się nam zjeść kosztował 50 pesos, natomiast przyzwoity, mięsny obiad z winem to wydatek minimum 100 - 150 pesos. Warto na pewno skosztować tutejszej wołowiny - polędwicy i podrobów oraz dulce de leche (dobra knajpa jest na Estados Unidos 886 - San Telmo).

   



Gotówkę można bez problemów wyciągać z licznych bankomatów, wystarczy zwykła karta debetowa. Z tym, że nasz bank przeliczył nas przez euro przez co wyszło nas to znacznie drożej niż jakbyśmy wzięli ze sobą dolary. Jednorazowo bankomat może wydać 600 pesos i jeżeli potrzebujemy więcej gotówki (a zwykle potrzebujemy) to trzeba brać ją kilkakrotnie.

Iguazu

     


Będąc w Argentynie koniecznie wybierzcie się na wycieczkę do Iguazu i to przynajmniej 3-dniową! Dzięki temu można zobaczyć wodospady od strony argentyńskiej i brazylijskiej; amatorom mocniejszych wrażeń proponujemy podpłyniecie łódką pod sam wodospad! Najtańszą wycieczkę znaleźliśmy w agencji Byt (http://www.bytargentina.com). Koszt wycieczki samolotem to 650 usd/osoba, taniej jest wybrać się sypialnianym autokarem, z tym że jest to 20 godzin jazdy w jedną stronę.


Podsumowując naszą wycieczkę to z pewnością warto pojechać do Buenos Aires na 2-3 tygodnie a jeżeli ktoś dysponuje większym urlopem to warto wykorzystać go na zwiedzenie Argentyny. Ze wszystkich miejsc w Europie gdzie tańczyliśmy to najbliższe klimatowi milong w Buenos są milongi we Włoszech, tak więc jeżeli dla kogoś wycieczka do Argentyny jest zbyt dużym obciążeniem budżetu to może się zastanowić nad taką alternatywą :)